wtorek, 1 sierpnia 2017

Błękit nieba

Minęło sporo czasu od kiedy skończyłam ten sweter.  Postanowiłam pozbyć się niebieskiego , którego to koloru nie bardzo lubię, oraz resztek w tym kolorze . Ponieważ nigdy nie robiłam wzorów wrabianych chciałam spróbować. Niczego nie planowałam , taka radosna twórczość własna .... nie liczyłam jakoś oczek , robiłam "na oko"....  Wczesną wiosną sweter dobrze już służył , kiedy jeszcze nie było  ciepło , a w domu już ogrzewanie był byle jakie . Ponieważ ma w składzie trochę wełny jest cieplutki.  Wyszedł całkiem nieźle i się lubimy. Pomimo swojego koloru... : )






wtorek, 11 lipca 2017

Fruzia

Z racji tego , że moje siostrzenice pracują  w pewnym zakładzie produkującym materiały  - już o tym wspominałam - zostaję zasypywana różnymi materiałami.  Do tego jakieś poprawki sukienek , bluzek... ich... moje...  przeróbki ubranek na Stefana...  ooojjjjj.....
Kiedyś posiadałam swoją maszynę Łucznik 466. To była maszyna ! 
Szyłam od dziecka i ojciec widząc to zamiłowanie  kupił mi ją kiedy byłam jeszcze w podstawówce. 
Przez lata szyłam  , szyłam i szyłam : )  A maszyna szyła skórę i firanki bez problemu.  
Po latach  roztrzaskały się  jakieś  węgliki w pedale i nie można było dokupić , a od nowszych maszyn nie pasował pedał...   Długo leżała , aż została wyrzucona .  Dziś tej decyzji bardzo żałuję... No cóż. 
Dostałam więc od koleżanki  również Łucznika , nie ma numeru ale to jakiś kolejny model , również już wiekowy . Niestety , nigdy dobrze nie szyła , ale jakoś współpracowałyśmy.  Ileż ja się zawsze namęczyłam , żeby ją wyregulować.  Ostatnio  to był już koszmar. Siedziałam  nad nią całymi popołudniami , a  nie uszyłam nawet metra prostego ściegu... 
Dość !  
Od dawna przeglądałam internet w poszukiwaniu opinii o maszynach . Te "marketowe"  to też koszmar - przynajmniej z opinii tak wynika. Dzisiejsze Łuczniki czy Singery to tylko nazwa dobrze się kojarząca ,, ale z jakością nie mająca nic wspólnego. Znalazłam  z bardzo dobrą opinia  Janome Juno . Wahałam się tylko między  dwoma modelami  , choć  miałam już  swoja faworytkę.
Udałam się  do firmy , która  jest w moim mieście i prowadzi  sprzedaż maszyn przemysłowych i  również tych domowych.  Bardzo miły Pan  zapytał tylko o mój przedział  finansowy  i opowiedział  szeroko o wszystkich , które posiadał . Jego sugestią również była Janome lub Brother.   Wybrałam Janome , model trochę droższy , ale nie żałuję !!!!!!   
Przedstawiam moją  Fruzię ! 
Teraz wiem co to radość z szycia.  Fruzia jest cudowna.  Przede wszystkim jest mechaniczna . 
Czytając o niej wiele razy padało słowo "intuicyjna"  i jest to słowo,  które  dosłownie  w całości oddaje sens  działania tej maszyny. 
Szycie mnie pochłonęło całkowicie !!!   

wtorek, 30 maja 2017

Kwadratowe próby

Sprułam kiedyś długaśny szalik w bordowym kolorze. Zastanawiałam się co z niego zrobić ale nie miałam pomysłu.  Przeglądając   internet zobaczyłam  pledy, koce i kocyki z kwadratów w różnych  wzorach. Postanowiłam spróbować. Udało mi się zrobić kocyk na puf , który jest  bardzo pomocny przy zakładaniu obuwia w pozycji siedzącej :)
 Pojedyncze elementy są bardzo proste.


 Trochę było  trudu przy łączeniu ale  to proste.






Efekt końcowy na miejscu : )

Proces tworzenia spodobał mi się na tyle , ze mam pomysł na wykorzystanie resztek w ten właśnie sposób . Tyle , że będzie to proces długofalowy .
Staram się pozbywać resztek  robić tylko z tego co posiadam w zapasach. W  kolejnym wpisie  też trochę o tym będzie.
Takie tulipany kwitły u mojej córci... Wsadziłam ich  dużo , mimo kwietniowego śniegu wyrosły  dookoła pięknie , a ..... znowu ktoś mi  ukradł.... zostało  tylko kilka ...  
Echh , ci  ludzie....

środa, 19 kwietnia 2017

Parzenica

Parzenica to wzór góralski . Kiedy moje siostrzenice ( bliźniaczki ) zaczęły pracować w tutejszym zakładzie produkującym firany i inne materiały zostałam zmuszona do odkurzenia mojej maszyny do szycia . Firany , firanki i firaneczki , zazdrostki , szarfy  i inne ... ufff.....
Któregoś razu kiedy dziewczyny miały kilka dni pracy na sklepie firmowym wybrałyśmy się z siostrą na kolejne zakupy. Dziewczyny już wypatrzyły "parzenicę" , a siostra już marzyła o obrusie. Oczywiście namówiła mnie bardzo szybko.

Obrusy prezentują się pięknie !  Kolor jasno-szary  idealnie wpasował się do mojego wnętrza. Przyszło mi na myśl , że może jeszcze poduszeczki... ? Oczywiście dla nas obu po dwie !.
 Kiedy zobaczyłyśmy ten sam materiał z barankami  to jus nie było odwrotu :)   Mamy po jednej podusi z barankiem , a z resztek jeszcze  uszyłam podusię dla mamy .
Przy  ostatnim remoncie  postawiłam na kolor ścian , który łączy się z każdym innym bez problemu. Na Boże Narodzenie były czerwone dodatki. Tym razem na Wielkanoc postawiłam na turkus. Wystarczy zmiana pledu ( ok.12 zł) turkusowe poszewki ( po 14 zł)  do tego jakaś świeczka i już !


Jestem z tej aranżacji  bardzo zadowolona.  Do tego jeszcze świąteczne niebieskie jajeczka w wazonie
którego podstawką jest... zegar kuchenny, a właściwie to co z niego zostało. Kupiony w "Agacie" był bardzo ładny , prezentował się świetnie , niestety chodził jak chciał... zżerał baterie
 w szalonym tempie  i późnił niesłychanie. Ciągła zmiana baterii i ciągle  zła godzina doprowadzały mnie do szału , a paragon gdzieś zgubiłam... Trudno. Trafił mi się inny , do tego radiowy , godzina idealna , bateria ciągle ta sama.  Szkoda mi było tej ładnej stalowej obudowy , szkła... Najpierw chciałam go wypełnić  koralikami , ale koszt spory... Szybko  stworzyłam coś innego ...

Stara kasza , ryż , jakieś płatki po terminie.... I już !  Trochę tylko musiałam zabezpieczyć folią  spód , żeby się coś nie wysypało : )   Teraz na święta wazon , ale potem stanie tam  doniczka z krotonem.

wtorek, 28 marca 2017

Burgundowy melnż

Skończyłam sweter  , z którym już się lubimy :)




Czerwona melanżowa włóczka  z odzysku , kupiona za grosze w sieci , ale bardzo mnie ujęła  swoim delikatnym melanżem , ma w sobie na pewno jakąś bawełnę.
Nie obyło się jednak bez prucia.
Pierwotnie  zrobiłam rozpinany sweter z  pojedynczej grubości. Wyszedł cienki  , był już prawie skończony , zostały tylko do zrobienia plisy  wykończeniowe z przodu....
Przeleżał prawie dwa  lata. Wszystko przeleżało.... były inne okoliczności. Jak ten czas leci....
Czasami coś robiłam , jakąś serwetkę , jakąś drobnostkę...
Zimą jednak  wyjęłam moje ogromne pudła. Przejrzałam i trafiłam na  tego biedaka , przymierzyłam , nawet nabrałam już oczka na te plisy, ale coś mi nie leżało.  Sprułam  doszczętnie.
Przypomniałam sobie o zdjęciu dziecięcego sweterka  znalezionym gdzieś w sieci. i była to moja inspiracja. (poszukując kolejnej inspiracji dzisiaj znalazłam na ravelry podobny  w odwrotnej kolorystyce http://www.ravelry.com/patterns/library/bottom-line-jacket  )
Pomyślałam , że jak coś nie wyjdzie to i w domu się jakiś taki sweter rozpinany przyda.....
Podwójna nitka stworzyła  pasująca mi materię , białe resztki z zapasów , szarość dokupiona w najbliższej pasmanterii za niewygórowaną cenę , dołożyłam do niej  nitkę bawełny ze szpuli z zapasów.
Bezszwowo od góry , aż do wykorzystania koloru burgundowo-czerwono-czarnego melanżu  , a szary do momentu pożądanej długości.





 Uprałam żeby zblokować , ba ! nawet w pralce , odwirowany lekko, a co tam !   Efekt spełnił moje najśmielsze oczekiwanie ! Nic się nie wyciągnęło ani nie rozciągnęło  , pruta włóczka  wyrównała się  i stworzyła coś co mnie się bardzo podoba.
Z tyłu na kolorze czerwonym pas lewych oczek
Kolor najbardziej prawdziwy

Dałam sobie szlaban na kupowanie włóczek , no chyba , że coś  potrzebne jest coś czego nie mam w zapasach - jak ten szary.
Zdjęcia niestety z komórki.  Muszę pomyśleć o aparacie  : )  A właściwie to już myślę .

czwartek, 23 marca 2017

Na dobranoc

Takie maleńkie podkładki z resztek. Dwie mniejsze pod storczyki i jedna większa , która też się przydaje .






 Tutaj wszystkie trzy razem, widać różnicę w rozmiarze.



A na dobranoc - dobry wieczór
miś pluszowy śpiewa Wam......
Piżamka jest niezbędna  !!!  -  trafiłam kiedyś komplecik rozmiar 42 cm .

 Przy świetle kolory się zmieniają . Tutaj chyba prawdziwe .


A tutaj prześwietlone , ale  za to  Stefan  gotowy do snu :)  
Od kiedy  zostaliśmy sami śpimy zawsze razem. Miło w nocy zobaczyć , że jest ze mną...

 Dobrej nocy :)

niedziela, 12 marca 2017

Cocolina

W jakiejś promocji z płynem do płukania był miś Cocolino . Od moich siostrzenic, które były w sklepie i kupiły ich  kilka i otrzymały dwa misie   dostałam jednego , one zostawiły sobie drugiego.
Nie lubię misiów...golasów !
Zrobiłam więc swojemu sukieneczkę i mis otrzymał imię Stefcia : )
Kiedy siostrzenice zobaczyły zachwyciły się i  zapragnęły taką dla swojej Cocoliny.
Powstała więc taka sama , niebieska.  Do tego opaska na główkę.
Tak się prezentuje koleżanka Stefana  :


Sukieneczki z tyłu są sznurowane .



A tu Cocolina u swoich właścicielek:
Ostatnio polubiłam szydełko , ale drutów  całkiem nie porzuciłam.



wtorek, 14 lutego 2017

Witamy ze Stefciem

Minęło znowu  sporo czasu . Złamana ręka  w nadgarstku  powróciła w miarę do sprawności. Mam lekko ograniczone ruchy  ale  ja i ręka postanowiłyśmy  żyć w symbiozie. Udajemy , że jest nam ze sobą dobrze :)
Wszystkie inne sprawy  się trochę zabliźniają...
Przez ten czas coś tam powstawało , drobnego, jakieś serwetki , ubranka dla  Stefana .
Sporo też szyłam.
Z większych projektów nie powstało nic.... , a te . które były już prawie ukończone pójdą do sprucia.
Ale po kolei...
Zaczynałam od spodni dla Stefana

Potem udało mi się kupić takie malutkie sztruksy , ale były za długie i szerokie , więc z tego co obcięłam uszyłam karczek i szelki.

a później już poszło :)  dostał kolejną bluzeczkę (obcinam tylko trochę za długie rękawy ) i zrobiłam mu  najpierw spodnie , czapeczka z Pepco

 a tu już  z czapeczką na drutach :




 spodnie z warkoczami na boku





Takie drobne rzeczy na początek się przydały do rozruszania ręki.
Dziś Walentynki - Stefciu kocham cię baaardzo !